Choć kredek całkowicie zabrać nie potrafiłam (ale usunęłam na jakiś czas z widoku), skupiłam się na przygotowywaniu zadań "na 3 palce". Z pomocą, jak zwykle, przyszła metoda Montessori.
Po kilku miesiącach widać wyraźne efekty, zwłaszcza u N. Chwyta już zazwyczaj prawidłowo i coraz mniej męczy jej się ręka. A S ma dopiero 2,5 roku, więc ma jeszcze duuużo czasu. Pracujemy zatem dalej, a dziś chciałam Wam pokazać kilka pomysłów na zadania przygotowujące do pisania.
Na pierwszy ogień - żetony. Ćwiczenie na 3 palce oraz koordynacja ręka-oko. Zadaniem dziecka jest wrzucenie żetonów do słoiczka.
Gdy znalazłam odpowiedni pojemnik, ulepszyłam zadanie. Tym razem są żetony dwóch wielkości oraz dwa odpowiadające im otwory w przykrywce puszki (puszkę, żeby była przyjemniejsza dla oka, obkleiłam taśmą w owieczki).
Kolejny pomysł przewijający się w blogosferze - kulki i podkładki antypoślizgowe (moje są jakieś badziewne i muszę przyklejać je taśmą do tacy, ale kiedyś będę miała ładne!). Tutaj znowu pracują 3 palce, dziecko ćwiczy koordynację ręka-oko, a dodatkowo mamy sortowanie jeden do jednego (jako wstęp do matematyki).
Jeszcze we wrześniu uczestniczyłam w bardzo ciekawym webinarium "Montessori dla rodziców" prowadzonym przez Agnieszkę Stein. Wśród inspiracji wyniesionych ze spotkania było poniższe zadanie ze szpilkami. Po lewej stronie mamy szpilki wbite w gąbkę (u nas taka do zmywania naczyń), po prawej solniczkę (jeszcze lepiej, jeśli zamiast gąbki użyjemy drugiej solniczki, ale ja nawet tej pierwszej w domu nie miałam).
W Montessori uwielbiam między innymi to, że wiele pomocy jesteśmy w stanie przygotować używając sprzętów, które mamy w domu. W dodatku poświęcając na to krótką chwilę. Bodaj najprostszy i najszybszy do przygotowania materiał do ćwiczenia małych paluszków to spinacze bieliźniane. Wkładamy je do miski i... gotowe!
A tu najnowsza wersja z małymi drewnianymi używanymi w rękodziele. W moim ulubionym Tigerze były za £1, nie można było nie wziąć!
I na koniec transfer koralików pinceta. Zadanie cieszące się niezwykłą popularnością wśród Gagatków i odwiedzających nas dzieci.
Fajne pomysły. Z tymi kredkami, to pierwszy raz słyszę, że nie działają na rączki dobrze.
OdpowiedzUsuńTeż byłam zdziwiona. Chodzi o to, że wiele dzieci trzyma kredki nieprawidłowo, a rysując często, utrwalają ten chwyt. Poza tym 'niewyrobione' ręce się męczą, dzieciom brak siły w dłoniach/palcach, więc wiele się zniechęca do pisania/rysowania.
UsuńChodzi tu pewnie o cienkie kredki. Maluchom powinno się na początku dawać kredki, które trzyma się całą piąstką i powinny zamalowywać duże powierzchnie by wyćwiczyć siłę nacisku dłoni/ręki.
OdpowiedzUsuńNie wiem jak to jest gdzie indziej, ale na Tajwanie starsze dzieci - 3-5 lat - w przedszkolach używają WYŁĄCZNIE flamastrów. Jest to duuuży błąd gdyż dziecko przyzwyczaja się do tego, że właściwie nie musi naciskać flamastra, bo ten i tak łatwo rysuje. Dać takiemu delikwentowi drewniane kredki i okazuje się, że w ogóle nie ma siły "wydobyć" z nich koloru. Za czasów M.M. nie było flamastrów i chyba kredek świecowych, więc chcąc nie chcąc dzieci używały tylko drewnianych kredek i tak też powinno być teraz. Zapraszam na mój blog, gdzie również opisuje różne "Practical Life exercises" :-) http://ourbabelschool.blogspot.tw/search/label/Montessori
Teraz zastanawiam się skąd mam wziąć tak ładne szpilki :-)
Pozdrawiam.
Cienkie na pewno, ale też grube obłe dzieciaki źle trzymają. Ja staram się kupować dzieciakom kredki trójkątne, tych nie sposób źle trzymać. Za to jak czasem dorwą flamastry, to rzeczywiście jest kiepsko.
UsuńNie ma pojęcia, gdzie kupić szpilki na Tajwanie! Może Ci wysłać? ;-)
Dorota, Twój blog bardzo mi się spodobał. W ogóle Wasza rodzina mi się spodobała :-) Pomysły masz super!
Już widzę Manię przy zabawie, dzięki za fajne zestawienie!
OdpowiedzUsuńProszę proszę :-) Będzie więcej, jak tylko ogarnę chaos, który wdarł mi się do mieszkania i pójść sobie nie chce...
UsuńŚwietne! Bardzo lubimy takie zabawy:)
OdpowiedzUsuńA moje dziewczyny nie lubiły kredek własnie do momentu kiedy nie miały odpowiednio wyrobionych mięśni dłoni. Starsza na tym etapie wolała mazaki i długopisy teraz widzę, że młodsza (21 m-cy) ma dokładnie takie same preferencje. A mięśnie na razie ćwiczy wbijając szpilki w poduszeczkę (nie jest to tak precyzyjne zadanie jak wkładanie szpilek w dziurki solniczki muszę jej to zaproponować), międląc ciastolinę i plastelinę oraz wrzucając swoje monety do skarbonki. A poza tym namiętnie rysuje kółeczka i ślimaczki. Och jak jej ładnie i z gracją nadgarstek przy tym pracuje.
OdpowiedzUsuń